poniedziałek, 14 listopada 2011

Codzienna walka...


Codziennie rano zmuszam się wszystkimi siłami jakie zyskałam w nocy aby wstać z łóżka i wyjść z domu do pracy. Ale to nie praca powoduje, że nie chcę podnosić swoich czterech liter i ruszyć je poza łóżko. Praca mnie do tego motywuje. To, że muszę tam być. To, że dzięki niej co miesiąc otrzymuję wypłatę - może nie zbyt wygórowaną, nie wymarzoną ale zawsze to jakieś pieniądze. To dzięki niej mogę być w innym miejscu, to dzięki niej mogę na chwilę przestać myśleć o dręczących wciąż sprawach, to dzięki niej mogę być w roli pracownika i realizować tę rolę jak najlepiej, to dzięki niej mogę zachować zimną twarz, to dzięki niej mogę nie być tym kim naprawdę jestem.
Nie jestem bohaterem, nie ma we mnie dobra...

Odkryłam, że nie przeraża mnie wyobrażenie śmierci. Mojej, innych. Odkryłam mroczną stronę siebie. Odkryłam, że potrafię wyobrazić sobie złe rzeczy. Odkryłam, że potrafię myśleć o złych rzeczach. Odkryłam, że potrafię akceptować złe rzeczy. Odkryłam zło, przypuszczalnie do którego kiedyś nie byłabym zdolna. Odkryłam w sobie wściekłość, grozę, gniew i chęć zemsty. Odkryłam w sobie najgorsze cechy.
Jak mówiła, nie jestem bohaterem, nie ma we mnie dobra...

Każdy znajdzie dobre wytłumaczenie mojego stanu. Depresja, chwilowe załamanie nerwowe i zobojętnienie. Niektórzy pokuszą się o osobowość chwiejną emocjonalnie typu borderline (swoją drogą coś w tym jest w mniejszym stopniu, ale idąc tym torem sądzę, że procent osób, zwłaszcza kobiet z tego typu osobowością powinna wzrosnąć w danych statystycznych). Kompletna paranoja. W sumie trochę przytłaczających psychotropów może pomogłoby na chwilę, dwie. Terapia, ciągła i w rezultacie bezcelowa, podbudowała by na chwilę, góra dwie moją wiarę w działania, motywację napędzającą do przodu itd. Bo w sumie fajnie byłoby posłuchać cioci/wujka dobra rada, poszukać na nowo swoich mocnych stron, uwierzyć, że można zdobyć świata szczyt i że odczuwanie radości z widoku dziwnego ptaka nad pięknym jeziorem podczas złotej jesieni jest niesamowitym darem, bo umiemy dostrzegać więcej niż większość, bo potrafimy odnaleźć radość i siłę w malutkich chwilach dnia codziennego. Owszem to piękne. Ale to już nie wystarcza. Już nie jestem małą, zagubioną dziewczynka, którą karmienie bajkami sprawi, że poprawi się jej humor i doda jej powera na kolejne lata. Jak już mówiłam, nie jestem bohaterem, nie ma we mnie dobra.

Najgorsze w tym wszystkim chyba jest to, że powoli zaczynam po prostu akceptować ten stan rzeczy... żyć z dnia na dzień odsuwając wszelkie frustracje dnia codziennego na bok... Akceptować ten stan rzeczy i bić się ze swoimi czarnymi myślami, które nie wydają już mi się takie czarne.

Ilość osób, na których się zawiodłam w swoim życiu - niezliczona (oczywiście w tych mniejszych i bardziej znaczących kwestiach). Ilość osób, które przepraszały i wybaczyłam im - znalazło by się parę (tych cenię bardzo). Ilość prawdziwych przyjaciół, na których mogę naprawdę liczyć garstka (w końcu nie ważna jest ilość, zaś jakość). Przerażające jest jednak to, że w życiu pojawia się tysiące osób, którzy nas zawodzą (nawet tacy, o których w życiu byśmy w ten sposób nie pomyśleli)... a tylko kilka, którym można na prawdę zaufać. Ile razy ja zawiodłam? Pewnie nie raz, w końcu nikt nie jest idealny. Choć prawdę mówiąc tylko raz usłyszałam, że nie było mnie wtedy kiedy byłam potrzebna. Szkoda, że tylko raz ktoś zwrócił mi na to uwagę i miałam szansę się zrehabilitować.

Chciałabym się obudzić pewnego dnia i nie walczyć przez każdą jego sekundę. Chciałabym, żeby dzień zawalczył o mnie...choć raz. Ale jak już mówiłam, nie jestem bohaterem, nie ma we mnie dobra...

Dobranoc.

Dziś mocno tak...

niedziela, 13 listopada 2011

Odwaga...

Krótko i na temat. Nie raz słyszałam, że jestem odważna robiąc różne rzeczy, mówiąc różne rzeczy, odczuwając różne rzeczy itd... Zdecydowanie kilkoro przyjaciół zaliczyłoby odwagę do moich cech... Ale trzeba pamiętać o jednym... to, że ktoś jest odważny wcale nie oznacza, że się nie boi, że nie odczuwa strachu. Wręcz przeciwnie. Często się boję, ale mimo to robię, czuję, myślę, mówię różne rzeczy...bojąc się konsekwencji, bojąc się tego co będzie, bojąc się reakcji, bojąc się, że w kilka sekund po tym jak coś zrobię wszystko pęknie jak bańka mydlana... Ale to napędza życie, w którym i tak jestem cholernie ostrożna. Tak przynajmniej mi się wydaje.

Magicznych snów Wam życzę po tak długiej nieobecności TUTAJ.

czwartek, 28 stycznia 2010

Mroźnej zimy czas...

Brrrr... można by rzec. Zima tego roku pokazała nam, że może być dużo śniegu, że może być dość niska temperatura... że może być naprawdę ZIMOWO!















W odpowiedzi na takie mrozy słyszymy tylko jedno - ciągłe narzekania. To drogowcy nie są przygotowani, to korki, to ludzie zamarzają, to kolej sparaliżowana, to..., to..., to... ciągle coś. Nikt nie mówi o pozytywach zimy, nikt nie widzi jej piękna, nikt nie traktuje jej jak coś niezwykłego. Mam wrażenie, że nie potrafimy dostrzegać piękna w najdrobniejszych rzeczach... przerażająca znieczulica... nicość powoli dopada wszystkich.... hmmm może to droga do Apokalipsy :).

Czy patrzyliście kiedyś jak cudowne, inne i wyjątkowe są płatki śniegu?? Czy zwróciliście uwagę na dłużej niż kilka sekund jak śnieg skrzy w słońcu i wygląda jak diament?? Czy odczuliście jak mróz poprawia Wasze krążenie?? Czy wsłuchaliście się jak skrzypi śnieg pod Waszymi stopami i uśmiechaliście się z tego powodu?? Dzieci nieraz to dostrzegają...bawią się, cieszą się każdą kulką śniegu, skaczą radośnie aby się rozgrzać, robią aniołki na białym puchu....A dorośli?? Tylko narzekają, zarażając tym niejednokrotnie dzieci, które nie rozumieją dlaczego tak negatywnie postrzegamy zimę, ale nam przytakują.

A myśleliście kiedyś dlaczego zima zawsze przypada na okres Nowego Roku?? Hmm, a jeśli ona jest czymś w rodzaju oczyszczenia. Jest biała - czysta, niewinna, jak tabula rase - nowa, czysta karta. Jest szansą na zrealizowanie postanowień - tylko mało kto je realizuje. Obiecujemy sobie wiele...byle by tylko poczuć się lepiej przez jeden, cholerny dzień. Ale mimo wszystko co roku jest nową szansą. Zima jest mroźna - mróz zabija różne zarazki, poprawia trochę krążenie, daje kopa... oczyszcza powietrze, atmosferę... Może ma za zadanie oczyścić nas z błędów całego roku. Kolejna szansa... wchodzisz w kolejny Rok oczyszczony. Czy korzystamy z tego?? Bardzo rzadko.... Czyści, zaczynamy rok od kolejnego brudu.

Zima to nasza szansa na zmiany, na dotrzymanie obietnic, na oczyszczenie! Może na rozpoczęcie nowego rozdziału w życiu, lepszym życiu.
Każda pora roku daje nam na coś szanse... tylko nie widzimy jej najczęściej. Albo nie chcemy zobaczyć, bo tak jest łatwiej. Lepiej tkwić w czymś co się zna, niż spróbować odmienić swoje życie. Małymi kroczkami, realizacją najdrobniejszych postanowień.

"Zawsze trzeba wiedzieć, kiedy kończy się jakiś etap w życiu. Jeśli uparcie chcemy w nim trwać dłużej niż to konieczne, tracimy radość i sens tego, co przed nami." /Paulo Coelho/

Ps. Każdy płatek śniegu jest zupełnie inny - magiczne, nawet jeśli to tylko zjawisko fizyczne.

sobota, 13 grudnia 2008

My, ludzie...

My ludzie. My ludzie często dowiadujemy się o ważnych rzeczach za późno. Często doceniamy wiele rzeczy za późno. Często rozumiemy wiele rzeczy za późno. Czy jesteśmy opóźnieni emocjonalnie? Przyznam, że czasem mam takie wrażenie.

„Kiedyś poznasz kobietę, której uśmiech spowoduje, że na chwilę zatrzyma się Twoje serce ... potem dowiesz się, że nie możesz bez niej żyć” i spotkał taką kobietę, i dowiedział się, że nie może bez niej żyć, kiedy od niego odeszła bo chciała by docenił być może staroświeckie wartości miłości. Dowiedział się, zrozumiał i docenił … a ona umierała. Dostali jednak jeszcze jedną szansę, ona przeżyła dzięki małemu chłopcu, on był jej aż po grób i kochał jak nikogo w świecie.


Ale nie zawsze dostajemy kolejne szansy. Nie zawsze udaje nam się zrozumieć. Nie zawsze…
Czasem jednak takie przemiany dotykają nas ludzi. Dlatego warto dawać szansy … warto wierzyć w dobro … warto mieć nadzieję.

„Gdybym jej nie poznał, nie cierpiałbym teraz” – powiedział, gdy nie dawali jej szans na przeżycie. Jego mądry i doświadczony ojciec zabrał go do domu i pokazał dziurę w ścianie, jaką wybijał przez lata, ze złości że choroba zabrała mu ukochaną żonę. Dziura została, żeby pamiętał. Chwycił syna za ramiona i powiedział, że przeszedłby przez największe trudy, bóle i cierpienia jeśli mógłby dzięki temu być choćby minutę dłużej z jego matką.

Bardzo chciałabym umieć doceniać wszystko to co jest naprawdę ważne i odnaleźć w tym wszystkim pełnie szczęścia.

A teraz wrócę ze swojego magicznego świata i stawię czoła kolejnym minutom rzeczywistości.

Zakochana pomimo wszystko :*

środa, 17 września 2008

Downtown...



DOWNTOWN

When you're alone and life is making you lonely
you can always go Downtown
When you've got worries, all the noise and the hurry
seems to help I know, Downtown

Just listen to the music of the traffic in the city
Linger on the sidewalk where the neon signs are pretty
How can you lose?

The lights are much brighter there
You can forget all your troubles,
forget all your cares so go

Downtown, things'll be great when you're
Downtown, no finer place for sure
Downtown, everything's waiting for you

Don't hang around and let your problems surround you
There are movie shows, Downtown
maybe you know some little places to go to
where they never close, downtown

Just listento the rhythm of a gentle bossa nova
You'll be dancing with him to before the night is over
Happy again

The lights are much brighter there
You can forget all your troubles,
forget all your cares so go

Downtown, where all the lights are bright
Downtown, waiting for you tonight
Downtown, you're gonna be all right now

And you may find somebody
kind to help and understand you
someone who is just like you
and needs a gentle hand to
Gide them alone

So maybe I'll see you there
We can forget all our troubles,
forget all our cares so go

Downtown, things'll be great when you're
Downtown, don't wait a minute for
Downtown, everything's waiting for you
Downtown, Downtown, Downtown, Downtown...


Ahh jak ja ostatnio polubiłam ten kawałek. Może muzyka nie jest ambitna, może w całokształcie niczym się nie wyróżnia... ale jak tylko ją słyszę, to buzia uśmiecha mi się od ucha do ucha!
Szkoda tylko, ze Gdańsk często wieczorami jest raczej umierającym miastem... Pewnie dlatego tak czasem tęskno mi za Hiszpanią i tym nieokiełznanym klimatem. Wolnością, otwartością ludzi, szaleństwem, namiętnością, zabawą, radością i pełnym uśmiechem... tak ją pamiętam! Takie były miasteczka na półwyspie katalońskim :). Tam naprawdę smutek szybko mijał. Może też dlatego,że miało się piękne naście lat, a może nie tylko :).

czwartek, 4 września 2008

Kuzynkowe wariactwa... ;)

Pewnego słonecznego, sierpniowego (26.08.2008 r.) południa wybrałam się z Wiktorią (moją superową kuzynką) do Gdyni. Zobaczyć do słychać w Porcie, na plaży, obejrzeć żaglówki i nowoczesne Galeony...ahh jak mi się taki marzy...nie ogromniasty Galeonik i podróż w nieznane :)...hmm ciekawe ile taki kosztuje...z 500 tyś? Ehh...może kiedyś!
W każdym bądź razie, jak tak sobie spacerowałyśmy i zrobiłyśmy małe zakupki ( Wiki kupiła spodnie, a ja białą torbę ze Snoopy'm hyhy...tak tak jestem dorosłą kobietą:P ), to postanowiłyśmy pstryknąć kilka fotek, oto one :)

Wiki - wpatrzona w dal... i Ja - chyba optymistycznie patrząca w szklane oko...


"Daj młodemu człowiekowi mapę do Nieba, a odda Ci ją jutro... poprawioną"./Fiodor Dostojewski/ - testowałyśmy taką mapę, do nieba, do chmur, po gwiazdy...damy radę!

W Braveheart, William Wallace powiedział: "Każdy człowiek umiera, ale nie każdy tak naprawde żyje" - chciałabym bardzo tego uniknąć i pomimo wszystko, pomimo wielu przeciwności, wielu przeszkód jakie zapewne jeszcze napotkam i wciąż napotykam, chciałabym być szczęśliwa, cholernie szczęśliwa... i żyć, tak naprawdę!